Pomiar do odbytej wizyty
Rezerwacja to jeszcze nie pacjent. Panel reklamowy pokazuje kliknięcia, a system rezerwacji zajęte terminy. Między jednym a drugim, i między rezerwacją a odbytą wizytą, gubi się odpowiedź na pytanie, ile naprawdę kosztuje Was pacjent z reklamy. Łączymy te dane w jeden pomiar i co miesiąc opisujemy wyniki zdaniami.
Co się zmieniło, dlaczego, co z tym zrobiliśmy i co robimy dalej. Liczby zawsze z porównaniem do poprzedniego miesiąca, bo sama wartość nic nie mówi.
Podgląd wyników bez czekania na koniec miesiąca, ułożony pod pytania, które faktycznie zadajecie, na przykład ile rezerwacji dała kampania.
Jeśli koszt rezerwacji skoczy albo pomiar przestanie działać, dowiadujecie się o tym od nas, zanim przyjdzie raport miesięczny.
Nazwa placówki i liczby są przykładowe, układ odpowiada temu, co wysyłamy. Zwróćcie uwagę na ramkę „Jak czytać te liczby”. Jest w każdym raporcie, bo bez niej nawet dobre zestawienie prowadzi do złych wniosków.
Sierpień przy niezmienionym budżecie przyniósł więcej rezerwacji, niższy koszt ich pozyskania i wyższą obecność pacjentów na wizytach.
Koszt rezerwacji w kampanii markowej jest niski, bo dotyczy osób, które już Was znają. Nie porównujcie go z kampaniami zabiegowymi, bo to dwa różne zadania. Kampania rehabilitacyjna ma niższy koszt rezerwacji, ale niższą obecność na wizytach, więc koszt wizyty wychodzi w niej podobnie jak w ortopedii.
Przy niezmienionym budżecie liczba rezerwacji wzrosła o 61%, a koszt pozyskania spadł o 38%. Największy udział miało podpięcie rezerwacji z systemu jako zdarzenia, bo kampanie zaczęły uczyć się na rezerwacjach zamiast na formularzach. Obecność na wizytach wzrosła do 79% i to ona jest głównym tematem na wrzesień.
Najedźcie kursorem, żeby zatrzymać przewijanie
W placówkach medycznych telefon bywa głównym kanałem rezerwacji, a mimo to nie ma go w pomiarze. Kampania uczy się wtedy tylko na formularzach, czyli na mniejszej części zapytań, i przesuwa budżet w złą stronę.
Rezerwacja powstaje w systemie, który nie przekazuje danych do kampanii. Panel liczy wtedy tylko wysłane formularze, a zajęte terminy zostają poza nim. Te dwie liczby potrafią się różnić o połowę.
Informacja o tym, kto przyszedł na wizytę, zostaje w systemie rezerwacji i nie wraca do raportu. Dwie kampanie o tym samym koszcie rezerwacji potrafią wtedy różnić się kosztem wizyty o kilkadziesiąt procent i nikt tego nie widzi.
Najczęstszy wyciek nie jest świadomy. Nikt nie wysyła dokumentacji, ale konfiguracja domyślna potrafi przekazać wystarczająco dużo, żeby powiązać osobę z tematem zdrowotnym. To część przeglądu, od którego zaczynamy współpracę, i wracamy do niej co kwartał.
Adres strony podziękowania potrafi nieść numer telefonu albo treść pola z opisem dolegliwości. Google mówi wprost, że zarówno ścieżka adresu, jak i parametry muszą być wolne od danych identyfikujących, a warunki korzystania z Google Analytics zabraniają wysyłania takich danych. To najpilniejsza rzecz do sprawdzenia.
Sama nazwa zabiegu w adresie nie jest daną identyfikującą. Problem pojawia się, gdy działa tam tag remarketingowy, który zapamiętuje odwiedzających, żeby potem pokazać im reklamy. Powstaje wtedy lista osób powiązanych z tematem zdrowotnym. Gdzie taki tag może działać, ustalamy z Wami na piśmie.
Część pacjentów nie zaakceptuje plików cookie i tak ma być. Konfigurujemy pomiar tak, żeby dane zbiorcze nadal się liczyły, a to, co identyfikuje osobę, nie było wysyłane.
Do platform reklamowych trafia informacja, że doszło do rezerwacji, bez tego, czego dotyczyła i kto jej dokonał. Wiąże się to z ograniczeniami, które opisujemy na stronach Google Ads i Meta Ads. Nie jesteśmy prawnikami i przy wątpliwościach mówimy wprost, że sprawa wymaga konsultacji.
Analityka pokazuje, co dzieje się na stronie, i na tym się kończy. Żeby powiedzieć, ile kosztowała wizyta, potrzebujemy jeszcze danych z systemu rezerwacji i informacji o tym, czy pacjent przyszedł. Bez tego zostajemy przy koszcie kliknięcia, a on w medycynie mówi bardzo niewiele.
Nie. Konfigurujemy też pomiar tak, żeby nie robiła tego Wasza strona. Sprawdzamy adresy podstron, pola formularzy i to, co faktycznie wychodzi ze strony do narzędzi reklamowych. Platformy dostają tylko informację o rezerwacji, bez nazwy zabiegu i danych osoby.
Zwykle da się, choć nie zawsze w najwygodniejszy sposób. Część systemów udostępnia powiadomienia o rezerwacji, część pozwala dodać kod na stronie potwierdzenia, a przy najbardziej zamkniętych zostaje zestawienie okresowe po Waszej stronie. Takie zestawienie nie przypisze wizyt do konkretnych kliknięć, ale odpowie na pytanie, ile wizyt przyniósł dany miesiąc.
Tak, bo rezerwacja, na którą nikt nie przyszedł, kosztowała dokładnie tyle samo. Jeśli jedna kampania przynosi rezerwacje z obecnością na poziomie sześćdziesięciu procent, a druga dziewięćdziesięciu, to przy tym samym koszcie rezerwacji wizyta z pierwszej kosztuje o połowę więcej. Bez tej liczby budżet idzie w złe miejsce.
Zestawienie liczb i wykresy generują się automatycznie, ale wnioski i rekomendacje pisze człowiek. Automat nie wie, że spadek w drugim tygodniu wynikał z urlopu lekarza, i tego nie napisze. Raport bez tej warstwy to eksport z panelu, tylko ładniej sformatowany.
Oba, ale sam pomiar też możemy ustawić, jeśli kampanie prowadzi ktoś inny. Wtedy dostajecie działającą konfigurację i raportowanie, a rozliczenie z drugą agencją staje się o wiele prostsze, bo obie strony patrzą na te same liczby.
Docieramy do pacjentów dokładnie wtedy, gdy szukają Waszych usług w Google.
Zobacz szczegóły →Płatne kampanie, które docierają do pacjenta, zanim zacznie szukać, i budują rozpoznawalność placówki.
Zobacz szczegóły →Budujemy strony i landing page na WordPressie albo Next.js. Technologię dobieramy do tego, kto potem będzie je prowadził.
Zobacz szczegóły →Pierwsza rzecz, jaką robimy, to przegląd tego, co dziś jest mierzone, czego brakuje i co wychodzi ze strony do narzędzi reklamowych. Dostajecie to na piśmie, niezależnie od tego, czy zaczniemy współpracę.