System pracy z treścią medyczną
Newsy z branży i gotowe treści, bez ślęczenia nad researchem. System codziennie zbiera to, co dzieje się w ochronie zdrowia, w poniedziałek podaje cztery tematy warte opisania wraz z uzasadnieniem i danymi, a na kliknięcie pisze pełną treść pod artykuł, LinkedIn albo Instagram. Przy każdym tekście oznacza, co trzeba sprawdzić przed publikacją.
Ktoś w zespole musi przejrzeć portale branżowe, wyłapać, co istotne, sprawdzić źródła, wymyślić temat i dopiero potem siąść do pisania. W ochronie zdrowia dochodzi do tego ważenie każdego zdania. Przez to treści powstają rzadziej, niż powinny, a najlepsze momenty na wejście z tematem mijają.
Przeglądanie źródeł, odsiewanie szumu i sprawdzanie, czy ktoś już tego nie opisał w zeszłym tygodniu.
Wpis o czymś, o czym cała branża pisała dwa tygodnie temu, nie robi już żadnej różnicy.
Jedno nieostrożne sformułowanie o skuteczności leczenia potrafi kosztować więcej niż cała kampania.
System przechodzi przez każde aktywne źródło i dokłada do bazy tylko to, czego jeszcze w niej nie ma. Ten etap nie używa AI, więc nie kosztuje nic poza serwerem.
Model AI za jednym razem czyta najlepsze materiały z tygodnia i pisze z nich cztery propozycje, ułożone od najważniejszej. Każda ma uzasadnienie i gotowe dane. Miesięczny koszt tej części to rząd wielkości kawy.
Wybieracie temat i kanał, dostajecie pełny tekst pod ten konkretny format. Wszystko ląduje w bibliotece, gotowe do skopiowania.
Zalew propozycji nie pomaga, bo i tak trzeba je przejrzeć. Dlatego system podaje cztery, w kolejności ważności, i przy każdej tłumaczy, dlaczego akurat ten temat i akurat teraz.
Do tego gotowe dane i cytaty ze źródła oraz jawne oznaczenie, co wymaga sprawdzenia. Obok panel, przez który się z tym pracuje, z zakładką tematów tygodnia i biblioteką gotowych treści. Każda treść ma adnotację o zgodności i przycisk kopiowania.
Status „Do sprawdzenia” widać w samym panelu, zanim ktokolwiek skopiuje tekst.
Jedno uniwersalne polecenie dla AI, które ma naraz przejrzeć sto trzydzieści artykułów, wybrać tematy i napisać tekst, daje przeciętny wynik i urywa się przy większej ilości materiału. Dlatego praca jest rozdzielona na trzy osobne role, z których każda robi jedną rzecz i przekazuje wynik dalej.
Przechodzi przez wszystko, co zebrało się przez tydzień, i wybiera to, co warto przeczytać w całości. Reszta zostaje w bazie.
Czyta wybrane materiały i buduje z nich cztery propozycje tematów, każdą z uzasadnieniem, danymi i oceną zgodności.
Rozpisuje wybrany temat w pełny tekst pod konkretny kanał, czyli artykuł, post na LinkedIn albo karuzelę na Instagram.
W ochronie zdrowia treść przede wszystkim nie może narobić kłopotu. Zasady ustalamy przy wdrożeniu i wpisujemy je w każde polecenie dla AI, więc tekst od początku powstaje w tych ramach i nie trzeba go poprawiać po fakcie.
System oznacza też miejsca do sprawdzenia przed publikacją, na przykład cytat bez potwierdzonego źródła, liczbę, przy której trzeba podać badanie, albo zdanie na granicy obietnicy efektu. Ostatnie słowo ma człowiek po Waszej stronie i tak ma zostać.
Treść rzadko sprzedaje wprost i nie tak trzeba ją rozliczać. Robi za to trzy rzeczy, których żadna kampania płatna nie zrobi za nią.
Pacjent, który odkłada temat, nie wpisuje niczego w Google. Reklama w wyszukiwarce nie ma się przy czym wyświetlić, bo nie ma jeszcze zapytania. Treść pozwala dotrzeć do niego, zanim zacznie szukać.
Kiedy pacjent pyta AI o objaw, dostaje jedną odpowiedź, często z podanymi źródłami. Żeby znaleźć się wśród nich, trzeba mieć w sieci tekst, który da się zacytować. Bez publikowania nie ma z czego.
Przy trzech otwartych zakładkach wygrywa placówka, po której widać, że wie, co robi. Artykuły podpisane przez lekarza robią tu więcej niż jakiekolwiek hasło reklamowe.
Etap drugi to powód, dla którego GEO, czyli dbanie o to, żeby czaty AI cytowały Waszą stronę, przestało być ciekawostką. Jeśli nie macie w sieci tekstu, który da się zacytować, nie ma Was w odpowiedzi AI, niezależnie od budżetu reklamowego.
Nie ma jednej listy dla wszystkich. Inaczej wygląda ona dla przychodni ortopedycznej, inaczej dla gabinetu medycyny estetycznej, a jeszcze inaczej dla firmy sprzedającej sprzęt do placówek. Poniżej typowy zestaw wyjściowy. Kolumna „Metoda” pokazuje, jak system sprawdza nowości. RSS to lista nowych wpisów, którą strona udostępnia sama, a API to bezpośrednie połączenie z bazą danych.
Nie każde źródło da się podpiąć od ręki. Część urzędowych stron nie ma ani kanału RSS, ani sensownej mapy strony i wymaga osobnej pracy. Takie zostawiamy na liście razem z notatką, co dokładnie nie zadziałało, zamiast po cichu je kasować. Dzięki temu wiadomo, do czego wrócić, gdy urząd zmieni stronę.
Pierwszym odbiorcą systemu była firma z branży medycznej, w której jakość treści i zgodność z przepisami znaczą więcej niż tempo publikacji. Nazwy nie podajemy, bo nie mamy na to zgody.
Nie w takiej formie. To system budowany na zamówienie, dopasowany do profilu placówki, jej rynków, źródeł i przepisów, które jej dotyczą. Podobny zbudujemy dla Was jako wdrożenie, bez kupowania licencji. Jeśli działacie na kilku rynkach, wszystkie obsługuje jeden system.
Traktujcie je jako gotowy materiał, który przed publikacją ktoś jeszcze czyta. Teksty trzymają ton marki i wplatają konkretne dane, a przy każdym system oznacza, co trzeba sprawdzić. W ochronie zdrowia ostatnie słowo ma człowiek.
Tyle, ile ma sens dla Waszej działalności. Nie ma tu sztywnego limitu i lista rośnie w trakcie współpracy. Typowy zestaw to prasa branżowa, bazy publikacji naukowych, komunikaty urzędów i rejestrów, wytyczne towarzystw naukowych oraz zapytania w agregatorach newsów, osobne dla każdego obszaru, którym się zajmujecie. Każde źródło sprawdzamy sposobem, który na nim działa, na przykład przez kanał RSS, czyli listę nowych wpisów udostępnianą przez stronę, albo przez bezpośrednie połączenie z bazą danych. System codziennie dokłada tylko to, czego jeszcze nie ma w bazie, więc nie ma duplikatów.
Tak, o ile przekażecie nam materiał. Głos marki budujemy z Waszych dotychczasowych tekstów, wytycznych i przykładów tego, co Wam się podobało. System bierze je jako materiał źródłowy i pisze w tym rejestrze. To normalny element wdrożenia. Bez takiego materiału teksty są po prostu poprawne i dopasowane do profilu opisanego na starcie.
System pilnuje reguł ustalonych przy wdrożeniu i oznacza miejsca wymagające sprawdzenia. Nie zastępuje osoby odpowiedzialnej za zgodność po Waszej stronie ani konsultacji prawnej tam, gdzie jest potrzebna.
Tak, bo publikowanie regularnych, rzetelnych tekstów jest warunkiem obu. Czaty AI cytują źródła, które istnieją i dają się zacytować. Sam system nie zastępuje jednak pracy nad strukturą serwisu i linkowaniem. To osobny obszar.
Codzienne zbieranie nie korzysta z AI, więc jego koszt to sam serwer. Płatna jest część, która raz w tygodniu czyta materiał i pisze propozycje, oraz generowanie pojedynczych treści na żądanie. Przy typowym zestawie źródeł ta cotygodniowa część to rząd wielkości kilkunastu złotych miesięcznie. Koszt wdrożenia zależy od liczby źródeł, rynków i kanałów i podajemy go na rozmowie.
Planujemy układ profilu w naszym systemie i publikujemy automatycznie. Widzicie całą siatkę, zanim cokolwiek się pojawi.
Zobacz szczegóły →Treści i optymalizacja techniczna, które budują Waszą widoczność w wyszukiwarce i w odpowiedziach modeli AI.
Zobacz szczegóły →Relacje z mediami, budowanie autorytetu i komunikacja w trudnych momentach. Obszar, w którym sama reklama nie wystarczy.
Zobacz szczegóły →Na rozmowie przechodzimy przez Wasze źródła, kanały i wymagania dotyczące zgodności, a potem mówimy wprost, co da się zautomatyzować, a co lepiej zostawić człowiekowi.