Profil placówki i publikacja
Profil ma wyglądać na złożony w całość. Instagram kliniki rzadko wygląda źle z braku treści. Wygląda źle dlatego, że każdy post powstawał osobno, w innym momencie i inną ręką. Widać to od razu w gridzie, czyli siatce postów, którą pacjent widzi zaraz po wejściu na profil. Ustalamy szablony pod Waszą identyfikację, system wypełnia je treścią, Wy akceptujecie, a publikacja idzie sama.
Raz rejestracja, raz marketing, raz właściciel wieczorem. Każde z nich ma inny gust i inny telefon, więc profil rozjeżdża się w kilka miesięcy.
Pięć postów w tygodniu, potem sześć tygodni ciszy. Pacjent, który trafia na profil w tej ciszy, wyciąga wnioski o całej placówce.
W ochronie zdrowia łatwiej nie opublikować nic, niż zastanawiać się, czy zdanie o skuteczności zabiegu jest w porządku. Więc nie publikuje się nic.
Kilkanaście układów dopasowanych do Waszej identyfikacji, czyli kolorów, typografii, logo i sposobu kadrowania. To jednorazowa praca projektowa i to ona decyduje o tym, jak profil wygląda przez kolejny rok.
Zakres usług, sposób mówienia, czego nie wolno obiecywać, nazwiska i specjalizacje lekarzy, terminy i ceny, jeśli je podajecie. Bez tego treść jest poprawna, ale ogólna.
Powstaje propozycja treści pod konkretny układ, razem z podpisem i oznaczeniem, co wymaga sprawdzenia. System przygotowuje od razu cały tydzień, ułożony pod siatkę.
Każdy post przechodzi przez człowieka po Waszej stronie, zanim gdziekolwiek trafi. Można poprawić tekst, wymienić grafikę albo odrzucić w całości.
Zatwierdzone posty wychodzą o ustalonych porach. Nikt nie musi pamiętać o wtorkowej publikacji ani wchodzić na telefon w niedzielę wieczorem.
W większości branż post opublikowany bez czytania to najwyżej wpadka wizerunkowa. W ochronie zdrowia zdanie o skuteczności zabiegu albo o objawie ma konsekwencje wykraczające poza marketing. Dlatego akceptacja jest w tym systemie krokiem obowiązkowym i nie da się go wyłączyć dla wygody.
Zestaw dobieramy do placówki, ale te sześć wraca najczęściej. Żaden nie opiera się na obietnicy efektu ani na zdjęciach przed i po, bo w komunikacji placówki medycznej to one niosą największe ryzyko.
Termin medyczny wyjaśniony w dwóch zdaniach. W naszej praktyce najlepiej działający format, bo pacjent uczy się czegoś, czego nie wiedział.
Realne pytanie z rejestracji, odpowiedź podpisana przez lekarza. Materiał bierze się z tego, o co pacjenci pytają przez telefon.
Lekarz z imieniem, nazwiskiem i specjalizacją. Pacjent wie, do kogo przyjdzie, a przy tematach zdrowotnych także Google patrzy, kto stoi za treścią.
Jak się przygotować, czego się spodziewać, co robić potem. Odciąża rejestrację, bo część pytań przestaje się pojawiać.
Obalenie powtarzanego przekonania. Zwykle ma największy zasięg, ale wymaga najostrożniejszego sformułowania.
Nowy sprzęt, nowy lekarz, zmiana godzin, wolne terminy. Rzeczy, które i tak musicie ogłosić, tylko w spójnej formie.
Wygląda tak wtedy, gdy nikt nie wgrał kontekstu i nikt nie czyta przed publikacją. U nas jedno i drugie jest obowiązkowe. Szablony budujemy pod Waszą identyfikację, treść powstaje z Waszych materiałów, a każdy post przechodzi przez człowieka.
Placówka. My przygotowujemy propozycję i oznaczamy, co wymaga sprawdzenia, ale post o zabiegu albo objawie musi zatwierdzić osoba, która ma do tego kompetencje. Bez tej akceptacji nie prowadzimy profilu.
Ustalamy na starcie, zwykle od ośmiu do dwunastu. Więcej nie zawsze znaczy lepiej, bo po wejściu na profil pacjent widzi najpierw kilka ostatnich rzędów siatki. Ważniejsze jest, żeby te posty układały się w spójną całość.
Nie. Zasady Meta, które ograniczają takie zdjęcia, dotyczą reklam, ale my unikamy ich także w zwykłych postach. W medycynie estetycznej to bywa pierwszy odruch przy tworzeniu treści, a zdjęcie przed i po łatwo staje się obietnicą efektu. Zamiast tego pokazujemy gabinet, zespół, przebieg konsultacji i sposób kwalifikacji do zabiegu.
Podchodzimy do tego ostrożnie. Wypowiedzi pacjentów w komunikacji podmiotu leczniczego to obszar wrażliwy i przy każdej takiej treści pytamy, czy była konsultowana po Waszej stronie. Bezpieczniejsze i zwykle skuteczniejsze są wypowiedzi lekarza.
Content Intelligence pilnuje, o czym warto pisać, i produkuje dłuższe formy, takie jak artykuł, post na LinkedIn czy materiał do newslettera. Ten system odpowiada za regularną obecność na profilu i za to, jak wygląda siatka. Da się je połączyć, ale każdy działa też osobno.
Przede wszystkim Instagram i Facebook, bo tam siatka i spójność wizualna mają znaczenie. LinkedIn obsługujemy inaczej, bo tam układ profilu liczy się mniej niż sama treść.
Płatne kampanie, które docierają do pacjenta, zanim zacznie szukać, i budują rozpoznawalność placówki.
Zobacz szczegóły →System, który śledzi źródła medyczne, wskazuje tematy warte opisania i pilnuje zgodności przy każdym tekście.
Zobacz szczegóły →Relacje z mediami, budowanie autorytetu i komunikacja w trudnych momentach. Obszar, w którym sama reklama nie wystarczy.
Zobacz szczegóły →Nie pokazujemy cudzych przykładów, bo każdy profil wygląda inaczej i porównanie z obcą marką niewiele mówi. Zamiast tego na rozmowie przygotowujemy jeden grid w Waszych kolorach, z Waszymi usługami i nazwiskami lekarzy. Zobaczycie dokładnie swój profil, zanim cokolwiek ustalimy.